23 gru 2011

Recenzja dla Fantasty - "Bar dla potępionych" Kealan Patrick Burke

Tytuł: Bar dla Potępionych
Autor: Kealan Patrick Burke
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2011
Ilość stron: 320
Moja ocena: 4/6


Horror jest gatunkiem, który bardzo szybko potrafi czytelnika znużyć. Gdy po raz kolejny czytamy o krwiożerczych potworach, kosmitach pragnących unicestwić ludzkość czy zmutowanych domowych pupilach chcących rozpłatać gardło swoim właścicielom, zamiast upragnionego dreszczyku emocji czujemy jedynie niesmak. Niemal każda potworność została już opisana, każdy wampir prześwietlony, a piły łańcuchowe, stalowe pazury i narzędzia tortur pokryły się grubą warstwą kurzu. Czy w czasach, w których wieczorne wiadomości serwują nam koszmary z piekła rodem, serie typu Strefa Mroku mają jeszcze sens? Czy Bar dla potępionych potrafi jeszcze przestraszyć nas tak, byśmy przed zaśnięciem naciągali kołdrę na głowę? Wydaje mi się, że tak, a w dalszej części recenzji postaram się wykazać, co i dlaczego wywołało u mnie dreszcze.


Akcja powieści toczy się w sennym i zapomnianym przez Boga amerykańskim miasteczku Milestone. Jednak senność ta jest tylko pozorna, a pod powłoką normalności kryją się dziesiątki zbrodni. W tytułowym barze co sobotę spotyka się pewna grupa ludzi: miejscowy szeryf Tom, wiecznie milczący olbrzym Wintry, podejrzewana o zamordowanie swojego męża Flo, podstarzały nudysta Comb, wyglądający jak żywy trup staruszek Kadawar oraz Gracie – niedoszła aktorka, skazana przez zwyrodniałego ojca na wieczne obsługiwanie klientów baru „U Eddiego”. Jest jeszcze jedna postać, której obawiają się wszyscy, a która pojawia się co tydzień w barze - to pastor Hill, zadufany w sobie wysłannik siły wyższej, pilnujący, by obecni w lokalu grzesznicy odpowiedzieli za swoje grzechy. Pokutą nie są jednak kotły z wrzącą smołą i wieczny ogień, ale narzucone przez pastora zbrodnie, polegające na unicestwieniu kolejnych zwyrodnialców. Co sobotę powtarza się ten sam scenariusz: po przybyciu Hilla jeden z bohaterów wsiada z nim do samochodu, by wypełnić wymuszoną przez wielebnego powinność. Tym razem, w odróżnieniu od poprzednich trzech lat, krwawa rutyna zostanie przerwana z powodu przybycia nowego gościa. Drobna zmiana w cotygodniowym rytuale pociągnie za sobą lawinę przerażających zwrotów akcji, a także pokaże nam, jak wiele cierpienia jest w stanie znieść człowiek pozbawiony jakiejkolwiek nadziei na poprawę swojego losu.

Nie należę do czytelników, których łatwo przerazić. W ciągu ostatnich kilku lat nie zdarzyło mi się przeczytać niczego, co potrafiłoby zmrozić krew w żyłach lub wywołać obrzydzenie. Dlatego też do książki Kealana Patricka Burke’apodchodziłam z dużą dozą niepewności, choć i miałam odrobinę wiary w to, że tym razem po skończonej lekturze nie pozostanie mi jedynie żal spowodowany stratą czasu. 
Pierwszą rzeczą, która mnie ucieszyła, było to, że w odróżnieniu od współczesnych dzieł najbardziej poczytnych autorów specjalizujących się w literaturze grozy, Bar dla potępionych nie odrzuca czytelnika swoją objętością. Nie spotkamy tutaj ciągnących się przez kilka stron opisów historii życia bohaterów drugo- i trzecioplanowych, a wątki poboczne, niezwiązane bezpośrednio z fabułą, ograniczone zostały do minimum. Większość z tych, które się pojawiają, posiada ścisłe powiązania z przedstawioną nam historią lub ma na celu pogłębienie wszechobecnego w książce Burke’a poczucia beznadziejności. To właśnie owa beznadziejność zabarwiona szaleństwem towarzyszy nam przez ponad trzysta stron tej książki. 

Zdarzają się momenty, w których zwroty akcji są na tyle absurdalne, iż całość powinna wywoływać jedynie pełen politowania uśmiech. Tak się jednak nie dzieje, ponieważ autor sprawnie porusza się w swoim groteskowym i nierealnym świecie pozbawionym ogólnie przyjętych reguł i gdy tylko pozwolimy popuścić wodze wyobraźni oraz damy Burke’owiprowadzić nas przez ten makabryczny obszar, rzeczy niemożliwe stają się zatrważające realne.



Z cała pewnością Bar dla potępionych nie wpisuje się w ogólnie przyjęte ramy powieści grozy. Czas spędzony w mieście Milestone można porównać do odwiedzin w umyśle szaleńca. Nic nie jest takim, na jakim się wydaje, jedyną stałą wartością okazuje się poczucie winy i pragnienie odkupienia grzechów, nawet za cenę życia i zdrowia bliskich nam ludzi. Wielu miłośników klasycznych horrorów może czuć pewien niedosyt po przeczytaniu książki Burke’a, gdyż nie znajdą w nim mrożących krew w żyłach momentów, jednak czasem najbardziej przerażające jest to, co kryje się w ludzkim umyśle. I na umyśle właśnie, na naszych lękach i skrywanych mrocznych tajemnicach opiera się pozornie prosta fabuła Baru dla potępionych. Jeśli macie ochotę na odrobinę szaleństwa zabarwionego groteską i nie boicie się wypić drinka z samym diabłem, to ta książka zdecydowanie przypadnie wam do gustu. 

Moja ocena: 4/6





Recenzja napisana dla portalu: