Nie jestem miłośnikiem gadżetów. Nie byłam również nigdy miłośniczką zakładek: zazwyczaj albo zapamiętuję stronę, na której skończyłam lekturę, albo zapisuję ją na swojej karcie w portalu Fantasta. Nie kupuję, nie kupowałam i nie zamierzam kupować zakładek: jeśli już muszę gdzieś wetknąć karteczkę, to korzystam z starych paragonów, biletów komunikacji miejskiej, zapałek, kredek, długopisów...
Mimo mojej niechęci do klasycznych zakładek coraz więcej zaczęło się ich pojawiać w mojej biblioteczce: albo były dołączane do egzemplarzy recenzenckich, albo do wygranych w konkursach książek.
Jakiś czas temu, podczas przymusowego urlopu tak się nudziłam, że postanowiłam jakąś zakładkę sobie sama wykonać. Miała być funkcjonalna i prosta w wykonaniu (wiecie, taka, do której zrobienia wystarczy mi klej biurowy).
I tak tu jedna zakładeczka otrzymana, tu druga sklecona z ścinków papieru: uzbierała się malutka kolekcja. Co więcej, zaczęłam ich nawet używać ^^
Zakładki wykonane własnoręcznie:
Myślę ostatnio o zabawie w decoupage, jakież cuda robi Moreni :)
Zakładki zdobyczne:
Niedługo do kolekcji dołączą zakładki Śląskich Blogerów Książkowych. Wy też będziecie mogli je zdobyć podczas mikołajkowego konkursu, ale o tym następnym razem :)
A jak to wygląda u was? Zbieracie zakładki, robicie je sami, czy też może obywacie się bez nich?